Mundial 2018. Oscar za całokształt. Jak Tabarez odmienił Urugwaj

Radosław Przybysz
06 lip, 10:40 | Urugwaj
udostępnij
Źródło: SPORT.TVP.PL
Edinson Cavani (L) i Oscar Tabarez (Ś) (fot. Getty)
Luis Suarez i Edinson Cavani stoją na szkolnym boisku w mundurkach i śmiesznych czapeczkach. Jeden podbija piłkę, drugi trzyma ją u boku. Przed nimi Oscar Tabarez w profesorskiej todze, birecie, z plikiem dokumentów pod pachą, wspierający się na kuli, która towarzyszy mu od kiedy zachorował na neurologiczny syndrom Guillaina-Barrego. Tak reprezentację Urugwaju przedstawił "Wall Street Journal" na zdjęciu do artykułu pod tytułem "Urugwaj: piłkarskie stowarzyszenie umarłych poetów". Rolę nauczyciela, niezawodnego autorytetu odgrywa Tabarez. "El Maestro".

TRANSMISJA ĆWIERĆFINAŁOWEGO MECZU URUGWAJU Z FRANCJĄ W TVP – SZCZEGÓŁY

Prestiżowy tytuł zajmuje się ekonomią i rzadko pochyla nad tematami tak prozaicznymi jak piłka nożna. Na jego łamy nie trafiają byle historie i byle postacie. Ale historia Tabareza nie jest "byle jaka", bo to postać nietuzinkowa. Stwierdzenie, że dzisiejszy futbol w Urugwaju zawdzięcza wszystko właśnie jemu, nie jest przesadą.

Zaczynał niemal od zera i przez 12 lat zbudował zespół o charakterystycznym stylu, walczący na każdej imprezie o najwyższe cele, z wybitnymi piłkarzami w każdej formacji. Na tym nie poprzestał. I choć ma 71 lat, a choroba uniemożliwia mu poruszanie się, to jego misja trwa. Odmładza zespół, wprowadza doń nowe, utalentowane pokolenie i zmienia obraz urugwajskiej piłki. "La Garra Charrua" odchodzi do legendy.

Zanim rozpoczął w 2006 roku pracę był niezłym piłkarzem, a później nauczycielem. W wieku 40 lat osiągnął pierwszy sukces trenerski – z Penarolem Montevideo wygrał Copa Libertadores. To otworzyło mu drogę do pracy z reprezentacją (wcześniej prowadził kadrę młodzieżową). W 1989 zajął z Urugwajem drugie miejsce w Copa America, a rok później doszedł do 1/8 finału mundialu. Wyeliminowali go gospodarze, Włosi. W latach 90. pracował w Boca Juniors i w Europie: w Cagliari, Oviedo, a nawet w Milanie, gdzie jednak szybko mu podziękowano. Na początku XXI wieku pozostawał przez cztery lata bez pracy.

W tym czasie reprezentacja Urugwaju radziła sobie coraz gorzej. Nie awansowała do finałów mistrzostw świata 1994, 1998 i 2006, a w 2002 roku odpadła w fazie grupowej. W pewnym momencie zajmowała 76. miejsce w rankingu FIFA. Wtedy rozpoczął się projekt. A dokładnie "Proces Stworzenia i Ujednolicenia Drużyn Narodowych i Formowania Piłkarzy", który Tabarez przedstawił urugwajskiej federacji. 7 marca 2006 objął po raz drugi stery reprezentacji.

(fot. Dominic Bugatto/ The Wall Street Journal)

"Tabarez szybko zidentyfikował problem" – pisze "Wall Street Journal". "Widział, że Urugwaj ma utalentowanych zawodników, ale nie umiał poprowadzić ich do udanych karier i zrobić z nich porządnych obywateli". Poza kwestiami czysto piłkarskimi, jak gra jednym systemem na wszystkich szczeblach od kadry U15 do kadry A i wyławianie każdego utalentowanego juniora w kraju, "El Maestro" położył duży nacisk na wychowanie i edukację piłkarzy. "Traktował ich jak profesor uczniów i w 12 lat zmienił reprezentację 3-milionowego kraju w jeden z najlepszych zespołów świata".

"Selekcjoner podczas piłkarskich lekcji uczy szacunku, przyzwoitości i znaczenia dobrych manier. Wychowuje chłopców na mężczyzn. Na jego prośbę zawodnicy, choć zarabiają miliony w klubach, w Rosji, chyba jako jedyni, mieszkają we wspólnych pokojach" – to dalej gazeta "WSJ". Suarez, Cavani i reszta wspólnie grillują i piją yerba mate. Tabarez nauczył ich, by podczas posiłków nie korzystali z telefonów, nie zostawiali brudnych naczyń na stołach, by zawsze mieli czyste obuwie. Nikt nie ma z tym problemów. "El Maestro" jest dla nich jak dobry nauczyciel, jak autorytet, jak ojciec.

Ale żadna drużyna nie zacznie nagle lepiej grać w piłkę tylko dlatego, że jej zawodnicy to porządni ludzie. Tabarez w 2006 roku musiał zacząć od podstaw. Diego Forlan, jeden z jego ulubionych piłkarzy, wspominał, jakich zmian trener nakazał dokonać w centrum treningowym reprezentacji na początku pracy. Niektóre, jak zadaszenie ławki rezerwowych czy system odprowadzania wody na boisku, wydają się oczywiste, ale wtedy tak oczywiste nie były. Południowoamerykańskie federacje lubią pogrążać się w chaosie, jeśli nie mają selekcjonera, który wie, czego chce i potrafi walczyć o swoje. Tabarez wywalczył m.in. zmianę stołów z prostokątnych na okrągłe, wymianę materacy w łóżkach, czy postawienie koryta do czyszczenia butów po treningu. Wreszcie mógł zabrać się do pracy.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. "Nagle" okazało się, że Urugwaj ma masę utalentowanych, których wystarczy tylko umiejętnie poprowadzić. W 2010 roku był rewelacją mundialu, zajął czwarte miejsce, w półfinale z Holandią i w meczu o trzecie miejsce z Niemcami przegrywał tylko 2:3. Rok później wygrał Copa America. Trio napastników Cavani, Suarez, Forlan robiło furorę. W 2014 roku Celeste (tłum. Błękitni) też wyszli z grupy, ale odpadli w 1/8 finału z Kolumbią. Szybko kończyli też przygodę z Copa America 2015 i 2016. Zespół się starzał, zbyt polegał na wąskiej grupie weteranów. Pojawiało się też coraz więcej zarzutów o styl. Urugwaj grał defensywnie, agresywnie, często nieczysto. Suarez gryzł Giorgio Chielliniego (mundial), a Cavani bił Gonzalo Jarę (Copa America).

Jose Gimenez (L) i Oscar Tabarez (fot. Getty)

Tabarez wiedział, że wdrożony przez niego projekt jeszcze się nie zakończył. Wróćmy do "La Garra Charrua" – tajemniczego hasła, które pojawiło się na początku tekstu. Pochodzi z języka urugwajskich Indian, ponoć przez wieki niepokonanych, a oznacza pazur, zadziorność, ducha narodu, który każe mu walczyć do końca o swoje dobro. W piłce nożnej Garra Charrua przejawiała się w twardym, nieustępliwym, często brutalnym stylu gry reprezentacji. Taka tożsamość datuje się jeszcze z lat 50., kiedy to Urugwaj sensacyjnie pokonał Brazylię w legendarnym finale na Maracanie. Ponoć właśnie dzięki tym – jak to się dzisiaj mówi – cechom wolicjonalnym. Choć historycy latynoskiej piłki twierdzą, że tamta drużyna po prostu dobrze grała w piłkę.

Mit się jednak utrwalał, a Urugwajczycy każde zwycięstwo wyszarpywali rywalom z gardeł. Zawsze doskonale się broniąc, choć nie zawsze zgodnie z duchem fair play. Ale i to udało się zmienić Tabarezowi. Urugwaj w Rosji to nadal drużyna wspaniale zorganizowana, w której każdy zna swoją rolę na boisku i w której wysunięty napastnik jest pierwszym broniącym. Ale również drużyna mająca pomysł na grę w ataku, grająca widowiskowo, szybko, nowocześnie. Luis Suarez nadal irytuje, ale "brudną grę" Urugwaju można już włożyć między bajki. W czterech meczach zobaczyli tylko jedną (!) żółtą kartkę – najmniej ze wszystkich ćwierćfinalistów. I popełnili tylko 46 fauli. Z ćwierćfinalistów jedynie Brazylia ma ich mniej (36).

Tabarez jest fanem Che Guevary. W domu w Montevideo ma na ścianie cytat rewolucjonisty: "Stawaj się z dnia na dzień twardszy, ale nie trać czułości". Jak trafnie zauważył Jonathan Wilson w artykule w "Guardianie", Urugwaj Tabareza podczas finałów w Rosji zmierza do osiągnięcia odwrotnego celu: do stania się bardziej czułym bez utraty twardego charakteru.

Jednocześnie selekcjoner dokonuje wymiany pokoleniowej. W Rosji kibice zachwycają się Diego Laxaltem (25 l.) i Lucasem Torreirą (22 l.), dobrze sprawują się Rodrigo Bentancur (21 l.) i Nahitan Nandez (22 l.), a na ławce są m.in. Giorgian de Arrascaeta (24 l.) i Maxi Gomez (21 l.). Żaden z nich nie rozegrał w reprezentacji więcej niż 20 meczów. W kadrze nadal jest kilku weteranów, jak Cristian Rodriguez (ukochany zadaniowiec Tabareza) i Maxi Pereira (człowiek od atmosfery i wspierania młodych), ale widać wyraźnie, że klasa, której wychowawcą jest "El Maestro" odmłodniała. Przed nim być może jeszcze jedno zadanie, bardzo trudne. Znaleźć następców prymusów – Fernando Muslery, Diego Godina, Cavaniego i Suareza. I choć jest najstarszym trenerem w Rosji, a ciężka choroba nie ułatwia mu życia, to znając Tabareza podejmie się i tego wyzwania. Z wigorem i, jak zawsze, z wielką klasą.